Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/desinit.pod-rozmawiac.mazury.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
- Naprawdę radziłbym...

- Czyżby? - sceptycznie wygięła brew Lereena, i Rolar zaczął krzyczeć już nad nią:

- Naprawdę radziłbym...

– 38 –
Zostawiła córkę i przeszła do pokoju Jacka,
Curlew Street i zniknął.
4. Opracowywać projekt zasad współpracy z podopiecznym i innymi znaczącymi dla
którą Lizzie spałaszowała, jakby nie jadła od
- Spokojnie, Mike - rzekł Allbeury. - I dowiedz się,
i. martwicze zapalenie jelit
Allbeury'emu ręce się trzęsły z napięcia i wysiłku,
Nagle gdzieś tuż obok, w krzakach odpowiedział wilk. Nie zawył, a krótko i nisko ryknął, jakby biczem smagnął.
- Co ty wyprawiasz? - powiedziała. Odsunęła go
rodzinę. Nie tylko dla Danny'ego, ale także dla siebie
tygodniu, ewentualnie następnym?
napełniała, i podeszła do stołu.
obok; przez chwilę myślała, żeby się o nie oprzeć, ale

Milli. Nawet na chwilę. I to właśnie było najbardziej denerwujące.

- Głodna? - spytał Diaz, zanim jeszcze wyjechali z Boise. Milla
Wrócił z wielkim kartonem, w którym spoczywały różne, niepasujące
Diaz westchnął ciężko, najwyraźniej pojmując, że namawianie
- Źle nas oceniasz - Diaz przymknął oczy, a na ustach znów

- Zrobić ci? - zapytał, podnosząc kubek. Skinęła głową. Joann
ochotę. Czyli w sumie rzadko. I już dawno nie. Ale miałam tylko dwa
Wiedziała. Już w chwili, gdy ujrzała jego twarz - wiedziała. On
- Dzień dobry, jestem Milla Edge. Rozmawialiśmy wczoraj
będzie ich tylko dwóch. Jeżeli pojawi się więcej ludzi, absolutnie.
wyszeptaną ze strachem odpowiedź. Ciągle nie wiedziała, kim
Boone) poszukiwaniach zaginionych dzieci, no i tak już zostało.
Milla postawiła na stole wielką misę sałatki i sprawdziła
- Nie mogę - powiedział szorstko. - Proszę. - O Boże, Cassidy. - Otoczył ją ramionami, silnymi i kojącymi. - Źle robimy. - Nieprawda. - Przycisnęła usta do jego szyi. Jęknął. Ich ciała drżały w tym samym rytmie. Napięte mięśnie Chase’a rozluźniły się. Pochylił głowę, przywarł ustami do jej warg i zaczął ją całować z taką pasją, że zabrakło jej tchu. Długo tłumione pragnienie zaczęło trawić jej wnętrze, rozpalało w niej krew i wylewało się na zewnątrz. Objęła go rękami za szyję i odwzajemniła pocałunek, dając mu poczuć, jak go pragnie. - Cass, myślę... - Nie, Chase. Nie myśl. Po prostu czuj. Objęła jego usta swoimi. Jej wargi rozchyliły się zapraszająco. Chase wsunął język między jej zęby, a jego ręce delikatnie przesunęły się do góry po jedwabnej bluzce. Zmiął materiał, gdy dotknął jej piersi. Brodawki od razu stwardniały. Ocierała się o niego jęcząc, a on całował ją w oczy, policzki i kark. Rozpiął jej bluzkę i zsunął z niej spódnicę. Jej piersi nie kryły się już pod przezroczystym stanikiem. Dotykał ich, wodząc szorstkimi palcami po odciśniętym śladzie koronki. Podniósł Cassidy i przytulił, opierając się plecami o ścianę. Językiem delikatnie pieścił jej obojczyk. - Cassidy. Cassidy. Pocałowała go mocniej. Czuła, że się opiera. - Kochaj mnie. Jęknął i położył ją na łóżku. Jego łóżku. Oczy mu pociemniały. - Nie mogę. Jeszcze nie. Poczuła się poniżona i rozczarowana. - Czy my mamy jakiś rozkład, o którym nie wiem? - Drżał jej głos. - Na miłość boską, Chase, nie odpychaj mnie... Ale on już zdążył się od niej odwrócić. Przez chwilę widziała jego plecy. Ze złością wsunął ręce w rękawy koszuli. Zrzucił ręcznik i szybko włożył bokserki. Przez moment widziała jego nagie pośladki. Znalazł dżinsy i warknął, bo o mało się nie przewrócił, gdy chciał je założyć. Oparł się o ścianę. - Cholera - mruknął. Z trudem zgiął chorą nogę. - Nie musisz się ubierać. - Przecież nie mogę paradować nago, prawda? Zapiął rozporek i przeszył ją wzrokiem. - Mam coś dla ciebie. - Co? - Ostrzeżenie. - Jakie ostrzeżenie? - Poważne ostrzeżenie. Od twojej rodziny. - Mojej rodziny? Oj, przestań... Chase wsunął pasek w szlufki i szybko go zapiął. Chyba był zły na nią, na siebie, zły na cały świat. - Czyżbyś nie słyszała najnowszych wieści? - Jakich? Prychnął z niesmakiem. Zarumienił się, zakładając adidasy. - Znając skłonność Felicity do rozsiewania plotek, myślałem, że zadzwoni do ciebie, jak tylko się o tym dowie. Pobiłem się wczoraj z twoim bratem. W biurze. Żeby nie gadać zbyt wiele, powiem krótko: groził tobie i mnie. - Derrick? Przecież on nie mógłby... - Mógłby, Cassidy, i zrobił to. Byłem głupi, że zawołałem go do mojego gabinetu. Usiłowałem go zmusić, żeby się przyznał, że to on podpalił tartak. - Derrick? Ale przecież on był wtedy z Felicity... - Może i był, przez chwilę. Ale on był w tartaku, Cassidy. Widziałem go z pół godziny przed pożarem. Zaczęła myśleć gorączkowo. - Powiedziałeś Wilsonowi? - Jeszcze nie. Nie wszystko pamiętam. Lekarz mi powiedział, że mogę mieć trudności z przypomnieniem sobie niektórych rzeczy. Może nie sądziłem, że to ważne. - Wydaje mi się, że z twoją pamięcią jest wszystko w porządku - powiedziała Cassidy podejrzliwie. - Ja też tak myślałem. Do wczoraj. Nie mogę iść na razie do Wilsona, bo nie mam świadków. Mam jednak dowody, że Derrick defraudował pieniądze. - Musisz zadzwonić na policję. - Zadzwonię. - Nie spuszczał z niej wzroku. - Kiedy nadejdzie odpowiednia pora. - Ale... - Nie martw się, Cass. Poradzę sobie.
an43

©2019 desinit.pod-rozmawiac.mazury.pl - Split Template by One Page Love